Jak zawsze. Zygmunt Miłoszewski.

Jak zawsze dobrze się czyta. Jak zawsze dopracowany, jednolity tekst, do którego trudno mieć jakiekolwiek uwagi. Jak zawsze trójwymiarowi bohaterowie, jak zawsze świat przedstawiony – przedstawiony tak, że można się oglądać za siebie, czy jest się nadal w swojej „czytelni”, czy już w Sandomierzu, Olsztynie, Zakopanem, Krakowie czy Warszawie. Jak zawsze z humorem. Nie jakimś tam wplecionym raz na kilkaset zdań lekkim żarcikiem. Z poczuciem humoru zaszytym w postać bohatera płci żeńskiej (w „Bezcennym” było tak samo – autor chyba lubi dowcipne kobiety i innych bohaterek własnych powieści sobie nie wyobraża). Wspaniałym humorem sytuacyjnym i słownym, który objawia się w stwierdzeniach tak obrazowych, że chciałoby się stworzyć nowy trudny termin dla szóstkowych dzieci w szkole – humor werbalno-imaginacyjny. Na przykład.

Efekty uboczne

Na przykład mąż (mój) wczoraj zdecydował się zareagować i przyprowadzić mnie do porządku pytaniem: „Ty coś brałaś?”. Mój mąż bardzo rzadko reaguje. A ja oczywiście niczego nie brałam. Czytałam tylko zdanie za zdaniem coraz mocniej i głębiej zanosząc się ze śmiechu – do uduszenia, bo kiedy dzieci śpią to nie można rżeć, tylko co najwyżej śmiać się śmiechem świszczącym, do środka, jak gruźlik. Za to łzy się wtedy leją strumieniem, moczą kartki i kołnierz piżamy.

Chichot historii

I to jest prawdziwe. Bo nawet w najstraszniejszych życiowych historiach czai się chochlik, bożek dystansu, który każe spojrzeć na jakiś detal albo sytuację z innej perspektywy, dostrzec groteskę, absurd czy inną niedorzeczność i wyzwala bulgoczący, narastający śmiech, niedającą się opanować wesołość. A ta historia, którą opowiada Zygmunt Miłoszewski  sama w sobie nie jest śmieszna. Nasi podstarzali bohaterowie – Ludwik i Grażyna, małżeństwo z pięćdziesięcioletnim stażem, po świetnym seksie ląduje w alternatywnej rzeczywistości – w Polsce 1963 roku, kiedy to kilka dekad wcześniej mieli okazję się poznać i podjąć najbardziej kluczowe decyzje dotyczące swojej przyszłości. Nie jest to jednak ten ’63 rok, który znamy z historii. Polska jest w odbudowie po wojnie i Powstaniu, prezydentem jest Eugeniusz Kwiatkowski, najbliższym sojusznikiem – Francja, a mniejszością w sejmie groteskowa partia z radykalnymi poglądami z kosmosu, której twarzą jest chłopek-roztropek, trybun ludu, Edward Gierek. Niesamowite! Już dla samych opisów alternatywnej rzeczywistości Warszawy mogłabym przeczytać tę książkę. Jest jednak jeszcze kilka innych powodów.

Plusy dodatnie

Miłoszewski nie sili się na podsumowywanie polskiego charakteru albo analizowanie słowiańskiego ducha naszego narodu. Jest kilka momentów, kiedy czuje się takie ciągoty, ale na szczęście nie ma to kontynuacji i nie prowadzi do konkretnych wniosków. A już na pewno (przynajmniej dla mnie) nie jest to cel pisania tej książki. Autor zastanawia się raczej nad tym, czy da się wejść dwa razy do tej samej rzeki. Czy losy ludzi i kraju są przesądzone i skoro dwójka obywateli przemieściła się z 2013 r. do 1963, to czy to oznacza, że ta przyszłość musi wyglądać tak, jak dziś wygląda. Czy mimo inaczej wijących się meandrów historii polska rzeczywistość okaże się przesądzona. Czy komunizm, żelazna kurtyna, prześladowania „innowierców” muszą się wydarzyć, skoro nie było powojennych sfałszowanych wyborów i podpisano sojusz z Francją? Miłoszewski sprawdza też, czy podjęcie zupełnie innych, nowych decyzji jest w stanie zmienić koleje późniejszego życia pojedynczego człowieka. Czy Grażyna może nie być żoną Ludwika? Czy Ludwik może pozostać na następne 50 lat mężem Iwony? Czy da się w nowym życiu zatrzymać najważniejszy element starego, tzn. czy da się powołać na świat ukochanego syna Jacka? Czy w ogóle jest możliwość podjęcia innych – nowych – decyzji, skoro całe życie przeżyło się po podjęciu tych pierwotnych „peerelowskich” (to stwierdzenie nie ma oczywiście ciężaru ani historycznego, ani politycznego, ma tylko znaczenie umiejscawiające decyzje bohaterów w konkretnej czasoprzestrzeni) i ma się to życie w pamięci?

Kłody pod nogi

Ha! Pamięć! To jest dopiero zagadnienie w tej ciekawej powieści. Bo to właśnie ona jest tym, co najbardziej przygważdża (młodych) bohaterów do nich samych (starych) i do tego życia „jak zawsze”. Doświadczenia, konsekwencje decyzji, szczęście, które się przeżyło, tragedie, które się przebolało, dni zwykłe i niezwykłe, ścieżki codzienności. Co z tego, że się ma młode i piękne ciało, świeży i chłonny umysł, niespożyte siły, zwierzęcą, nieustającą ochotę na seks, jeśli dźwiga się jednocześnie bagaż życiowy osiemdziesięciolatka? To nie może nie mieć wpływu… I to jest największa przeszkoda w tym odmienianiu swojego życia, w wyrywaniu się tej „jakzawszości”.

Czy chcesz zastąpić plik? Pytania.

Czy bohaterowie mają szansę w walce z własnym doświadczeniem, czy mogą zneutralizować pamięć i zreinterpretować stare życie, nadpisać na nim nowe tak, jak się nadpisuje nową wersję pliku na starszej? Do ostatniej litery powieści walczą. Do ostatniej kartki nie mamy możliwości przewidzenia wyniku. Kibicuję, zastanawiam się, czy to możliwe? Czy Zygmunt Miłoszewski pozwoli im mieć nowe życie? Czy oni dadzą radę? Czy historia da radę? Czy Polska?

IMG-0756

Zygmunt Miłoszewski
„Jak zawsze”
Wydawnictwo W.A.B
Warszawa 2017

Poczytaj też inne fajne recenzje: oraz . Buziaczki!!

PS Za książkę z autografem najserdeczniej i nieustająco dziękuję św. Mikołajowi, który przyszedł do mnie w październiku. Żeby mu się odwdzięczyć, musiałabym zdobyć chyba książkę z podpisem Levinasa…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s